Jak pomalować brązowe oczy konia… igłą?

 Czyli mega prosty sposób na mega realistyczne oczy za pomocą mega łatwo dostępnych materiałów – zapraszam :).

Jako tło posłużyła okładka książki "Ja, Kosmo" – stąd te gwiazdki :)

Niektórych może przerażają czarne jak spodki przerażająco pomalowane oczy u modeli koni (kiedyś mi to nie przeszkadzało – ale to "kiedyś" już minęło :)) i chcieliby chociaż trochę je ożywić – ja osobiście długo nad tym kombinowałam i tak właściwie to miałam już kilka sposobów, ale w ostatnim czasie odrobinkę zainspirowałam się tym, jak Sayto/Łowca Much malowała żyłki w jednym z tutoriali (klik!) i jakoś tak wyszło, że całe oko pomalowałam igłą c':. Ale efekt naprawdę jest super :D.

Mam nadzieję, że komuś ten poradnik się przyda – może nawet będzie to jeszcze bardziej ulepszał – i zapraszam :).

Potrzebne materiały:

  • Igła;
  • Farby akrylowe: biała, różowa/czerwona, czarna, brązowa (najlepiej dwa odcienie (ciemny i jasny), ale może być jeden);

Instrukcja:

Całe oko zamalowujemy białą farbą (oczywiście za pomocą igły – pilnujemy, aby nie zostawiła żadnych grudek, bo w tym wypadku o to bardzo łatwo).


 
W kąciku oka możemy pomalować żyłki – czerwone lub różowe, byle nie rzucały się mocno w oczy :). Niestety tutaj tego nie zrobiłam, bo na SMykach strasznie niewygodnie się to robi (plus czasami wychodzi to nierealistycznie :c). Później pozostałą część oka zamalowujemy czarnym, zostawiając trochę białego.
 

Tylko… trzeba porządnie tym czarnym zamalować, a nie jedynie odrobinkę :)

Na sam koniec bierzemy nasze brązowe farbki – jeżeli mamy dwa odcienie, to jasny brąz dajemy na górę, a ciemny na dół. Jeżeli jednak mamy jeden odcień, to cały ten obszar, w którym powinien być kolor, nim zamalowujemy. Malujemy źrenicę.


 I mamy oczko :D.

- - -

Rany, była tu przerwaa, których tak nie luuuubię :c. Ale może takie małe podsumowanie maja:

Pogoda mnie przechytrzyła i trochę się pochorowałam przez to, że przez cały dzień siedziałam na ogrodzie w krótkim rękawie bez kurtki :c.

Od kilku miesięcy nie jeżdżę na konie, ale jest to spowodowane głównie tym, że… jakoś po prostu ten czas płynie za szybko :(.

Na innych blogach jestem ostatnio baaardzo mało aktywna, ale to nie, że na wszystkich się poobrażałam czy coś – prawdę mówiąc, w ostatnim czasie rzadko zaglądam na samego bloggera, ponieważ powiadomienia o komentarzach mam wysyłane na maila i… jakoś tak wychodzi.

Za niedługo (czyli w pierwszej połowie czerwca…) post ze zdjęciami z dzisiejszej pochmurnej sesji + myślę o jeszcze jednej (tylko musi mi się chcieć (:) – żeby na 5 zdjęć nie tworzyć specjalnie nowego posta :).

I tak kończąc ten post… życzę wszystkim wesołego Dnia Dziecka (przyznam szczerze, że tegorocznego Dnia Dziecka się boję, bo w zeszłym roku właśnie w tym dniu dowiedziałam się o śmierci Diuny, o której wielokrotnie wspominałam na blogu, i mam nadzieję, że w tym roku coś takiego się nie powtórzy :() oraz pozdrawiam ciepło :). Bye bye!

Komentarze

  1. Ciekawy sposób! Ja osobiście bałabym się, że zostawię grudki, ale mi też zdarza się w takich detalach jak źrenica używać igły :P
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten sposób trzeba wyćwiczyć, bo na początku bardzooo łatwo o grudki! Ale jak już się go używa jakiś czas, to mniej więcej można się zorientować, jak to nakładać :)
      Pozdrawiam również! :D

      Usuń
  2. nie wiem czy nie dostaniesz moich 2 komentarzy, bo nie ogarniam co sie stało z poprzednim XD.
    Fajny, przejrzysty pędzelek. Ja nigdy nie używałam igły, do takich rzeczy mam mega cienki pędzelek, ale pomysł z użyciem właśnie igły brzmi ciekawie! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tylko 1 c:.
      Ja + pędzelek do oczu to istna tragedia, nie wiem, czemu :c. Jakoś oczy robione pędzlem nigdy mi nie wychodziły dobrze ._.
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  3. Świetny pomysł! Ja się w tej technice polubiłam z wykałaczką. Zapomniałam o brązowych farbach :o chyba trzeba jechać na zakupy plastyczne bo werniks też się kończy. W sumie ta jedna puszka zabezpieczyła już 9 customów c':.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Wykałaczka to też dobry pomysł, ale ciężko nią będzie coś zrobić np. u SMyków :).
      To dużo zabezpieczyłaś taką jedną puszką :D. Ja mam teraz duże zapasy wszystkiego, więc na szczęście nie muszę niczego dokupić :D.
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
    2. O, mi jedna puszka podkładu skończyła się po 2 customach... Też muszę wybrać się na zakupy :P

      Usuń
    3. A ja jednak musiałam dokupić farbę c':

      Usuń
  4. I właśnie dlatego przerzucam się na większe modele - ich oczy mogę spokojnie malować najmniejszym pędzelkiem :) Poza tym świetny pomysł, chociaż obawiałabym się, że zostawię jakieś grudki.

    PS Boziu, jak spojrzałam na zdjęcie pierwszego konia z posta... on ma jakoś takie wyłupiaste oczy, że myślałam, że to owad XD

    Pozdrawiam
    Sayto aka Łowca much

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yup, ten model ma straszne oczy – nigdy mi na nim ładnie nie wychodzą, więc… te porównanie do owada jest boskie :'D. Gdyby był to ogier, a nie klacz, to jego przezwiskiem byłoby "Owad" :D
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  5. Ja bym się raczej nie odważyła na malowanie samemu modeli - po prostu nie ma do tego ręki, ale muszę przyznać, że całkiem spoko pomysł.

    Pozdrawiam
    Lynn z windbell-studio.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dzięki za każdy komentarz – każde słowo mnie motywuje do działania!

Najpopularniejsze w ostatnim tygodniu: